"Państwo zdało egzamin" ?…

Przyjmij do wiadomości, że oficjalne polskie stanowisko z 19 grudnia 2010 mówi, iż piloci nie lądowali, samolot Tu-154M 101 nie lądował – to nawet stwierdzili eksperci z komisji Millera, tylko zszedł na wysokość decyzyjną, a następnie padła komenda „Odchodzimy”, na którą w nagraniu przekazanym do Polski Rosjanie nałożyli jakieś inne słowa, ale polskim śledczym udało się tę komendę odczytać. Cały problem w tym, że samolot zamiast wzlecieć w górę rozleciał się w powietrzu. Eksperymenty z bliźniaczym Tupolewem robione pod Wrocławiem miały sprawdzić czy na autopilocie można podnieść maszynę do góry. Okazało się – co było zresztą oczywiste – że można o ile rzecz jasna wcześniej na pokładzie nie dojdzie do eksplozji. Kwestia obecności generała Błasika, to tylko uwertura do całego ciągu kłamstw jakie następują i te kłamstwa stanowią już zupełnie fantastyczną teorię spiskową dziejów, a mianowicie taką że rachityczna brzoza nie tylko urwała płat skrzydła Tupolewa, ale że jeszcze wypchnęła go do góry, żeby mógł obrócić się na grzbiet. Tu-154M ma od podłogi do sufitu 11.4 metra, a brzoza jest ścięta na wysokości 5-6 metrów, mierzyli śledczy rosyjscy prawdopodobnie sztukowanym centymetrem krawieckim i przyjęli bezpieczny margines błędu 1 metr. Żeby obrócić się na plecy samolot musiałby wznieść się na wysokość co najmniej połowy rozpiętości skrzydeł czyli 37.55 m : 2 – 6 metrów oderwanego (rzekomo) skrzydła czyli na ok. 13 metrów, a ścinając brzozę musiałby być ok. 8 metrów niżej. Oczywiście wersja z brzozą jest po wielokroć bardziej niedorzeczna niż z generałem Błasikiem (udowodnił to profesor Wiesław Binienda). Powiem Ci coś na ucho, tylko nie powtarzaj braciom Lemingom: w Smoleńsku miał miejsce zamach. Donald Tusk wiedział o tym od samego początku, dlatego odrzucił pomoc NATO i UE, dlatego pytał retorycznie w polskim sejmie: Chcecie wojny z Rosją.