90 dolców za baryłkę

90 dolców za baryłkę – podobno tyle musi być, żeby się skórkozjadom budżet dopinał. Znaczy się wtedy mają na jedzenie. Jak tylko jest trochę więcej, to zaczynają mieć kasę na rakiety. No nie całkiem to jest prawda, bo oni by wydawali na rakiety nawet jakby ropa było po 60, tylko że wtedy to już całkiem by nie mieli co jeść. Zresztą naród u nich nauczony i przyzwyczajony do takich praktyk. Rozmawiałem kiedyś z takim jednym: „Za CCCP” mówił, „to bieda była aż piszczało, ale przynajmniej wszyscy się nas bali. Cały świat bał się sojuza”.

No cóż, jest ryzyko, że państwo bandyckie „żyjące z prymitywnej eksploatacji nieprzerobionych kopalin”, będzie próbowało narobić gdzieś gnoju, bo nic tak dobrze nie podbija cen ropy jak jakiś większy dym na świecie. Tak jak niejednokrotnie już to robili. Ale jest też i nadzieja, że w przeciągu 50 lat ten problem zostanie rozwiązany przez demografię, wódę i HIVa.

Gdyby w Polsce jakiś normalny rząd był, to by myślał jak tu sobie dobre stosunki z Chińczykami ułożyć. Jakąś delegację do Chin wysłać, traktat o dobrym sąsiedztwie negocjować i podpisać. W końcu taki duży kawał planety nie może się aż tak marnować.

Mnie tam tak zwanych „zwykłych ruskich” wcale nie żal. Kiedyś było, ale teraz już nie. Sami sobie taki los wybierają i każdy z nich postawiony na miejscu Putina przede wszystkim starałby się swoich krajan jak najkrócej wziąć za mordę, a potem „żeby się znowu nas bali, jak za CCCP”. Chińczyk się lepiej nadaje na sąsiada. Chińczyk się myje.